Start arrow Zloty,Spoty,Wyprawy arrow Zloty - Relacje arrow 2013-06-14 - XV - Zlot Pand - Styków i XXX-lecie 4x4
Home    Kontakt    
Menu serwisu
Start
O klubie
Historia modelu
Zloty,Spoty,Wyprawy
Galeria Fanklubu
Linki
Napisz do nas
Zgłoś błąd
REGULAMIN
Polityka Prywatności
Polityka Cookies
Forum
Wejdź na Forum
Zarejestruj się
Ostatnio dodane
2013-06-14 - XV - Zlot Pand - Styków i XXX-lecie 4x4
Zloty,Spoty,Wyprawy - Zloty - Relacje
niedziela, 18 sierpień 2013

14-16 czerwca 2013 - XV Zlot Fanklubu Fiata Pandy z okazji XXX-lecia Pandy 4x4

Image
 

W dniach 14-16 czerwca 2013 odbył się XV Zlot Fanklubu Fiata Pandy, zorganizowany z okazji 30-lecia powstania Fiata Pandy w wersji 4x4.

Zlot odbył się w miejscowości Styków, tuż obok Starachowic, o krok od Wąchocka, który leży o miedzę od Skarżyska Kamiennej.

Na zlocie zjawiło się w sumie 14 załóg w liczbie 31 uczestników w poniższej konfiguracji:

1. Pawlo205 - Panda 4x4 - 4os. (jedna trochę mniejsza :) )
2. Przemson - Seat Terra - Camper :)
3. Sutjeska - Panda (z naklejką 4x4) - 3 osoby
4. Telesfor - Panda 4x4 - 3 os.
5. Zwierz - Panda VAN - 2 os., jeśli nie pomylę imienia to mieliśmy uczestniczkę z kraju kwitnącej wiśni o imieniu Szizuka, または日本からの
6. Men_in_hell - Panda Pink podszywająca się pod 4x4 - 2 os.
7. Młody - Panda prawie 4x4 z instalacją zasilającą ognisko w paliwo płynne :)
8. TOMALIKK - cukierkowa i czysta 5x4 :) - 5 osób (jak oni tam się zmieścili ?)
9. Panda 4x4, czyli Tibor - Panda (jeszcze) 4x4 monstertruck - 3 os. - zo Slovenska
10. CRI - Panda 4x4 – 3 os.
11. Paweł - Panda Pink - zawsze lepiej, że nie Mustang
12. Bearr - 4x4 (choć nie Panda) - 2 os.
13. Jangcy (znany pod imieniem Jakub) - Panda zdecydowanie nie 4x4 i bez zamków - uczestnik came from Great Britain
14. Gwoździu (taaak ten sam) - Panda Van (no może nie całkiem)

 Najmłodsza uczestniczka zlotu miała XXXX lat, natomiast najstarszego uczestnika nie udało się wytypować.

Zlot ten był chyba pierwszym prawdziwym międzynarodowym zlotem, jako że przyjechała załoga ze Słowacji wraz ze swoją Pandą 4x4, pogromczynią bezdroży. Przyjechał też uczestnik o niewyjaśnionej do końca narodowości. Dla jednych był z Wysp Emigranckich, a dla innych z Polski. Miało to prawdomównie związek z krążąca staro pandziarską opowieścią o dwóch takich co nie mogli się spotkać, jednak nawet najstarsi górale nie znają jej źródła. Przybyła też Klubowiczka o korzeniach z dalekiego wschodu o imieniu Szizuka, または日本からの.

 

PIĄTEK

Uczestnicy zaczęli się zjeżdżać już w piątek. Część osób spotkała się gdzieś po drodze, aby razem kontynuować jazdę. Z Krakowa przybyły 3 ekipy, m.in. nasi goście ze Słowacji, których przez las radarów prowadziły dwie inne Pandy. Inni spotkali się tuż za Zagłębiem, tym koło Śląska i w czarno różowym kordonie dumnie przemierzali nowe, nie odnotowane jeszcze przez wujka googla, obwodnice miast.

Miejsce zlotu, wytyczone przez organizatora za pomocą google earth – opcja: widok z satelity, znajdowało się na terenie ośrodka wypoczynkowego ludu pracującego we wcześniej wspomnianej miejscowości Styków-Brody.

Jakież było zdziwienie uczestników, gdy się okazało, że to najprawdziwszy skansen PRL, ze świetnie zachowanymi elementami minionego systemu. Dla dojrzałych klubowiczów był to powrót do czasów z dzieciństwa lub okresu, gdy przodowali w dziele budowy dobrobytu całego narodu, natomiast dla tych młodszych, była to wspaniała lekcja współczesnej historii, której w szkole nikt im tak nie wyłoży.

Po dokładnym obejrzeniu wszystkich Pand i jednej Terry, już pod wieczór, gdy zjechali się ostatni uczestnicy planujący przyjazd w piątek, odbyło się wspólne ognisko.


 

SOBOTA

 

Image

Dzień powitał klubowiczów lekkim deszczem. W nocy miały miejsce różne nieznane bliżej zjawiska fizyczne i okazało się wszystkie przybyłe pojazdy stały się Pandami 4x4. Nikt do końca nie wie jak to było możliwe, ale tak się właśnie dzieje w tak magicznych miejscach jak nasz ośrodek wypoczynkowy. Po “porannej toalecie”, śniadaniu na ganku i rozprowadzeniu naklejek zlotowych wszystkie załogi, powiększone o jeszcze jedna ekipę 4x4 w wydaniu Volkswagena, ruszyły na podbój okolicy.

 

Pierwszy przystanek miał miejsce w Starachowicach. Po dotkliwym przetestowaniu wszystkich możliwych bocznych dróg, jakich żadna nawigacja nigdy nam nie wytyczy i odkryciu, że nie tylnymi, a przednimi drzwiami należy wchodzić do obiektów publicznych, dotarliśmy do Muzeum Nauki i Przyrody w Starachowicach

Image
Na terenie obiektu znajdował się jedyny zachowany pełny ciąg technologiczny wytopu rudy żelaza wraz z piecem, muzeum przestawiające odkryte ślady i szczątki dinozaurów, które swego czasu zamieszkiwały te tereny oraz muzeum pojazdów marki Star, produkowanych w Starachowicach.

 

Kolejnym przystankiem był słynny z opowieści Wąchock, a dokładnie klasztor Cystersów.

W klasztorze, korzystając z domowej kuchni braci, miała miejsce przerwa obiadowa. Po krótkim oczekiwaniu, dołączyła do Nas charyzmatyczna, bezgranicznie poświęcona swojej pracy Pani Przewodniczka. Po krótkiej, acz pamiętnej wycieczce po klasztorze, dowiedzieliśmy się, że gdyby nie Cystersi, to nie byłoby, co ani jeść, ani spać, ani nawet Pandy, a mimo to wszyscy, którzy się tu pojawiali, próbowali ich wszystkich powyrzynać.

Image

Zaopatrzeni w domek z ciastek, poszliśmy zwiedzać słynny Wąchock.

Image

Jako że była to sobota Wąchock przywitał nas rolami zwiniętego asfaltu, przygotowanego na wielkie rozwiniecie z okazji niedzieli.

W drodze powrotnej udało się jeszcze zahaczyć pobliski sklep z piwem, kiełbasą oraz wciąż świeżym pieczywem, zrobić pamiątkowe zdjęcia przy rogatkach miasta oraz trafić cało do naszego ośrodka.

Image
 

Korzystając z otaczających lasów, kilka załóg 4x4 na czele z Pandą Tibora, postanowiło sprawdzić, czy są tam już grzyby, albo chociaż jagody. Niestety czarne jagody okazały się czerwone, bo były jeszcze zielone. Niezrażone tym faktem, załogi pojechały dalej, zbadać co jeszcze kryje las.

Po zahaczeniu kilku wystających korzeni i sprytnie zamaskowanych pniaczków, udało się dotrzeć do pomnika upamiętniającego mieszkańców Gębic, zamordowanych przez hitlerowców w czasie II Wojny Światowej. 

Image

Ponieważ czas już naglił, grupa postanowiła wybrać najmniej widoczną z dróg i wrócić do obozu. Niestety prowadzący tym razem grupę, sam Organizator, odkrył że coś co wyglądało na drogę okazało się jej brakiem, za to wypełnionym po brzegi hektolitrami leśnej wody. Jego Panda utknęła na dobre. Wyglądało na to, że plan ten uknuły hołdy much i komarów, które rzuciły się na Pandziarzy, jak dzieci na landrynki.

Image
Gdyby nie stalowe zderzaki Psiej Pandy, Tibor, jego Panda oraz przemyślne narzędzia, Panda stworzyła by zapewne nowy element lokalnej przyrody. Wyrwani chmarze wygłodniałych komarów udaliśmy się, lekko uszkodzonymi co, po którymi Pandami, do ośrodka, w którym pozostali uczestnicy rozpoczęli już konkurencje sprawnościowe.

 

Żeby nie było za łatwo, uczestnicy mieli za zadanie przejechać slalom z zawiązanymi oczami, a drogę miał wskazywać siedzący na siedzeniu pasażera pilot. O dziwo, kobiety okazały się wyśmienite w tej roli. Trzeba przyznać, że prowadzenie pojazdu w ten sposób to niesamowicie dziwne doświadczenie. Drugą konkurencją było parkowanie równoległe do krawężnika, tzw. zatoczka, dobrze znana wszystkim, którzy kiedy zdali lub próbowali zdawać na prawo jazdy. Technik było wiele, niektórzy kierowcy odkryli wielką użyteczność lusterek bocznych, inni nauczyli się być kierowcami i pasażerami na raz, a inni próbowali po prostu zaparkować jadąc po innych pojazdach. 

Image

Po konkurencjach wszyscy udali się na kolejne już ognisko zlotowe, które w wyniku intensywnego dmuchania kilku klubowiczów, paliło się już całkiem dobrze. Po zajściu ostatniego promienia słońca za dalekim horyzontem, rozłożono wyświetlacz, na którym mogliśmy obejrzeć nakręcone tegoż dnia filmiki. Kto chciał i mógł został jeszcze przy ognisku, a reszta poszła na zasłużony odpoczynek.

 

NIEDZIELA

 

Po nocnych hałasach biesiadującej w ośrodku różnorakiej maści młodzieży, niedziela rozpoczęła się piękną pogodą. Kto chciał i miał odwagę skorzystał ponownie z prysznica, plotki głoszą, że znów była tam ciepła woda.

Kilku uczestników wprowadziło poprawki do Pand, przygotowując je do podróży powrotnej.

 

Ok godziny 10:00 miało miejsce ogłoszenie wyników z konkurencji poprzedniego dnia oraz wręczenie nagród:

- pierwsze miejsce zajął szanowny organizator – Pawlo 205,

- drugie – Jangcy,

- trzecie – Men in Hell.

Wszyscy otrzymali wspaniałe, pandziarskie nagrody o znacznej wartości (co w przypadku niektórych grozi nie tylko koniecznością opodatkowania, ale także opłacenia cła przy wylocie „na wyspy”, ale tym się zajmą już specjalnie do tego powołane organa Państwa).

 

Image

Niestety niektórzy uczestnicy (a dokładnie jeden) musieli już wracać, natomiast pozostała grupa udała się do Krzemionek

W Krzemionkach Opatowskich Pandziarze z wielką chęcią schowali się pod ziemię, aby odpocząć od szalejącego upału, a przy okazji obejrzeć doskonale zachowaną neolityczną kopalnię krzemienia pasiastego. Trzeba przyznać, że kopalnia zrobiła na wszystkich duże wrażenie, choć bardzo sympatyczny przewodnik nie mógł się równać z charyzmatyczną Panią z Wąchocka.

Plotki głoszą, że na koniec zlotu dotarł też sam Gwoździu. Ci co go widzieli, weszli w szeregi najprawdziwszych z najprawdziwszych Pandziarzy i już nigdy nie uda im się ich opuścić, nawet jakby bardzo chcieli

 

Image

Następnie wszyscy wrócili do ośrodka, obejrzawszy po drodze nową zaporę wodną i zbiornik „Wióry”, aby pożegnać się i życzyć sobie bezpiecznej podróży powrotnej.

 

Tak to się właśnie zakończył XV Zlot Fanklubu Fiata Panda.

Z potwierdzonych źródeł wiadomo, że wszyscy uczestnicy dotarli bezpiecznie do domów, a teraz prawdopodobnie planują już kolejne spotkanie.

 

Jangcy, Sutjeska

 

 

Więcej fotek w GALERII

 

 

Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie
Gościmy
Brak użytkowników online